Wzmacniacz Pioneer A-40. Recenzja amatorska

Godny następna legendarnej A-30-stki. Jest u mnie od ponad dwóch lat i cały czas nie moge sie nim nacieszyć. Mimo, że mam u siebie sprzęt trzy razy droższy to słucham ich na zmianę.

Miałem kiedyś Pioneera A-30 przez prawie trzy lata i byłem zakochany w jego dźwięku. Jego następca, czyli opisywany A-40, prezentuje bardzo podobne brzmienie, ale jakby "na sterydach". Ewidentnie podkręcony został tu bas. Nabrał potęgi i jest jakby lekko nadmuchany. Troszkę jak przy funkcji loudness, ale nie aż tak mocno. Czy to dobrze? Dla mnie tak! Fajnie sie tego słucha - jest moc, jest energia. Nie mówię, że A-30 czegoś brakowało, ale jak miałem bezpośrednie porównanie to A-30 zagrała nieco chudziej (choć i tak nie narzekam!).
Według danych technicznych to poprzednik był zdecydowanie silniejszy. Miał wiecej mocy. Być może "czterdziestka" nie poradzi sobie az tak dobrze z mocniejszymi kolumnami, ale jako, że ja mam małe podłogówki KEFa to idzie to bardzo sprawnie. Leci jak mały parowóz :) Przy szybszych kawałkach bas dotrzymuje kroku całej reszcie. Jest dobrze kontrolowany, fajnie wybrzmiewa. Jest sprężysty, szybki, i taki.. "gumowy". Nie wiem jak to określić, ale niektóre kolumny dają taki płaski kartonowy bas a tu jest taki mega przyjemny, jakby z gumy. I daje super spełnienie. jak walnie to aż sie miło człowiekowi na duszy robi :)

Wokale są ..normalne. Z reguły mam wiele do napisania w tej kwestii, bo albo sie czepiam albo coś wychwalam, a tu brak mi słow. Po prostu gra to dobrze i ani nie mam tu nic do zarzucenia. Może nie ma tu audiofilskich wlotów ale to nie ta klasa sprzętu. To stara dobra normalna szkoła grania! Jak trzeba zadrzeć ryja to drze, a jak jest czas na delikatne szepty to takie prezentuje. Nic nie kłuje w uczy, nic nie jest zagubione. Jest naprawdę fajnie. Rzadko kiedy spotykam takie sprzęty. Ale Pioneer to Pioneer. Mi sie zawsze podobał i może dlatego tak go oceniam. I jeśli ktoś lubi dźwięk Pioneera to nie tu będzie zawiedziony.

 

Pioneer A40


Wejścia cyfrowa

Ten model otrzymał już wejścia cyfrowe jakich nie było w A-30. Czy dobrze? Pewnie że dobrze. Zawsze można się pobawić, zwłaszcza jak ma się gorszy odtwarzacz, który ma słaby przetwornik cyfrowo - analogowy. Przerzucamy wówczas sygnał do wzmacniacza i tu od razu mamy potęge muzyki. System dekodujący jest tu naprawdę fajny i jak puścimy muzykę po kablu cyfrowym to otrzymany bardzo duży bogaty w szczegóły dźwięk. Mam na przykład stare DVD Onkyo które po kablu analogowym gra średnio fajnie, nieco wąsko, a na podłączeniu optycznych zmienia sie w siłacza. Cała muzyka jest jakby napompowana, jak na... sterydach. Hmm - znów użyłem tego porównania.. Ale zapewniam, że ja nic nie biorę! W każdym razie fajnie się jej słucha. Może czasami jest zbyt ostra bo potrafi zasyczeć na sybilantach (co jest znacznie mniej słyszalne na połączeniu analogowym) ale pojawia sie to tylko na słabszych jakościowo nagraniach.


Czego sie czepię?

Zawsze staram się znaleźć cos, czego mogę sie czepić. Nie dlatego, że lubię wytykać wady, tylko cenię sobie precyzje i jestem lekko pedantyczny. W Pioneerze A-40 wymieniłbym dwie rzeczy jakie mi sie nie podobają. Pierwsza to gniazda głośnikowe :) Nie dość, że ciasno ułożone to jeszcze tak niewygodne do włożenia gołego kabla, że niech ich trafi... :) Całe szczęście jeszcze kabel o średnicy 2,5mm2 wejdzie, ale tak bardzo na styk. I to też trzeba sie trochę pomęczyć. Jak ktoś preferuje banany to ma znacznie łatwiej, ale najpierw musi powalczyć z zatyczkami. Ja wyciągnąłem je wkręcając lekko śrubkę i pociągając ją. Inaczej to było niemożliwe. Nie mogłem tych plastików wydłubać ani śrubokrętem ani nożem. Niemniej jednak jak już ogarnie się kwestię wtyków i podłączy kable to więcej do tematu się nie wraca, wiec patrząc na zalety sprzętu, nie jest to jakiś wielki problem. Bo można sobie z nim poradzić. Trzeba mu jedynie poświęcić nieco więcej czasu i.. cierpliwości.

Drugą rzeczą, która mi sie nie podoba, jest tajemnicze mechaniczne cyknięcie. Dzieje sie to od samego początku zakupu sprzętu i wygląda to tak, że słuchaa się muzyki i nagle następuje owe cyknięcie dochodzące z lewej strony wzmacniacza. Znajduje sie tam zasilacz. Sprzęt jednak gra dalej. Dopóki nie zmienimy poziomu głośności to więcej "cyknięć" nie ma. Ruszając jednak gałkę głośności doprowadzamy do ponownego cyknięcia. Jakby sprzęt wchodził jakiś stan czy przełączał sie na w jakiś tryb, który jest wyłączany przez zmianę głośności.. Nie mam pojęcia. Nie powoduje to żadnych szkód, nie wpływa na jakość muzyki. Czytałem na grupach facebookowych, że inne osoby też mają takie cyknięcia, więc nie jest to urok moje egzemplarza tylko zjawisko ogólne. I nikt z nas nie wie, co to jest. Zaliczam tą sytuację to wad, bowiem lubię wiedzieć wszystko a tak cały czas sie zastanawiam "o co kaman"?

Innych uwag nie mam, więc chyba nie jest źle, co? A jako, że najważniejsza jest muzyka to można uznać ten wzmacniacz za świetny sprzęt, zwłaszcza, że kosztuje tylko półtora tysiąca złotych!

* * *

 

Mail

Zapraszam Cię do współpracy!

Jeśli chciałbyś podzielić się opinią dotyczącą swojego sprzętu to prześlij mi na mail recenzje. Chętnie opublikuję ją na stronie. Więcej możesz poczytać o tym w linku >>> Współpraca 

Mój mail to: dobluk@poczta.onet.pl

Recenzja wzmacniacza

Musical Fidelity recenzja opinie test

Brytyjski wzmacniacz Musical Fidelity M2si jest ze mną od początku roku. Przeczytaj

Kolumny głośnikowe

Kef r500 reklama testów

Kolumny podłogowe firmy Kef z serii R500 idealnie wpasowały się w mój system. Poczytaj

Wyślij recenzje swojego sprzetu!

Zdjęcie sprzętu audio

Zapraszam Cię do współpracy - razem przekazujmy opinie o swoich sprzętach >>> link

Powrót do góry