Dużo osób mnie pyta o gniazdka ścienne. Zastanawiają sie, czy wymiana będzie miała jakiś wpływ na brzmienie. Odpowiem na to pytanie opisując, jak wyglądało to u mnie oraz dopiszę ciekawy test wymiany gniazdek, jaki zrobiłem niedawno.

 

Jak to się zaczęło?

Moja przygoda z gniazdkami ściennymi rozpoczęła sie z kilka lat temu. Zmieniłem sobie wtedy jedno gniazdko na Furutecha FP-SWS G (pozłoconego). Zrobiłem to z czystej ciekawości. I szczerze.. jakoś przy pierwszym podejściu nie czułem większego wpływu. Zaskoczyła mnie za to jakość wykonania Furutecha i byłem w sumie zadowolony, że będę miał podpięte moje audio pod tak solidne gniazdko. W porównaniu do mojego zwykłego była to przepaść.

I na tym przez długi czas poprzestałem. Nie kupowałem kolejnych gniazdek, nie prowadziłem więcej obserwacji i testów. Ale po jakimś czasie kolega poprosił mnie, abym mu dokładnie sprawdził tą kwestię, bo miał w planach zakup gniazdka ściennego. Chciał wiedzieć, jak brzmi mój zestaw wpięty do Furutecha a jak do zwykłego gniazdka. Pobawiłem sie więc i przyznam, że tym razem poczułem różnice! Nie była może ona jakaś kolosalna ale na furutechu zdało sie czuć większą przyjemność w dźwięku! Było jakby nieco gęściej, gładziej i głębiej. Powtarzałem ten test kilka razy, przyniosłem nawet system z sypialni i za każdym razem miałem wrażenie, że jest lepiej. I tak mi sie spodobało, że dokupiłem sobie jeszcze trzy takie gniazdka :) I od tego momentu polecam je każdemu.

Nie miałem doświadczenia z innymi gniazdami audiofilskimi, bo ten model Furutecha, jaki mam, bardzo mi sie sprawdził. Poza tym wymiana gniazdka nie jest tak łatwa jak wymiana innego elementu audio typu kabel, zwłaszcza, że druciki prądowe wystające ze ściany mają swoja wytrzymałość i grzebanie w nich co chwile może skończyć sie źle. Także wymieniłem gniazdka i nie ruszam.

 

Test zwykłych gniazdek

Ostatnio nurtowało mnie pytanie, czy trzeba od razu kupować drogie gniazdo audiofilskie? Postawiłem więc sprawdzić zwykłe ale w miarę dobre gniazdka ze sklepu eklektycznego. Postanowiłem zamontować je do sypialni, gdzie mam trzeci zestawik audio. Kupiłem jakieś Shneireda, bo wyglądało na zdjęciach w Internecie całkiem fajnie. Na żywo okazało sie jednak nieco tandetne. Śrubki były malutkie a siła ścisku była niepewna. W porównaniu z nim to już moje stare gniazdko miało dużo lepsze elementy mocujące i przynajmniej nie martwiłem sie, czy mi druciki nie wylecą. No ale zamontowałem to gniazdko Shnaidera, wpiąłem sprzęcik i włączyłem muzyczkę.

I powiem tak: osz kurde jaka tragedia.. Jak usłyszałem dźwięk to myślałem, że mi sie coś zepsuło... Brzmiało okropnie! Zrobiło sie jakoś piskliwie, drażniąco, bas sie zgubił.. nasilił sie sybilanty. Byłem w szoku. Dla pewności, że nie zwariowałem przepiałem sprzęt pod inne gniazdko w innym pokoju i zagrało normalnie! Wróciłem więc do sypialni i dałem czas, aby nowe gniazdko trochę sie "wygrzało". Co prawda nie wiem czy elementy miedziane w gniazdku tego potrzebują, ale nie zaszkodziło spróbować. Po kilku dniach "wygrzewania" stwierdziłem, że gó..o to dało i wywaliłem to cholerne gniazdko. I powiem Wam - nie kupujecie żadnych Shnaiderów (robionych swoja drogą w Tajwanie..) bo zepsujecie sobie dźwięk. Możecie je kupić, jeśli chcecie zrobić sobie gniazdko w piwnicy czy garażu...

Zamówiłem więc inne, droższe gniazdko. Firmy Livolo. Kosztowało około 80zł, co w porównaniu do pierwszego było wyraźnie droższe ale w stosunku do Furutecha kosztującego 350-380zł nie było jeszcze aż takim dużym wydatkiem. Zanim jeszcze je podłączyłem to spodobało mi się już to, jak porządnie jest zapakowane w kartoniki. Panel szklany był dodatkowo zabezpieczony pianeczką.. no elegancko. Śrubki fajne, duże, mocne. Przykręciłem, podłączyłem sprzęt i odpaliłem muzykę. No i to gra fajnie! Może nie aż tak przyjemnie jak z Furutechem ale jest dobrze. Na pewno nie czuje takiego bólu uszu co na tym Shnaiderze.. W stosunku do mojego zwykłego gniazdka, które miałem na początku, to różnica na plus jest delikatna. Ale jest! I myślę, że takie gniazdko Livolo mogę uznać za dobry bezpieczny wybór, który nie zniszczy dźwięku.

 

Na koniec

Na podstawie moich doświadczeń, które uzbierałem przez lata, wiem, że każdy element audio, ma wpływ na brzmienie. Potrafią to zrobić nawet śmieszne małe wtyki typu wtyki głośnikowe czy wtyki zasilające. Podobnie robią to gniazda w ścianie. Moje złocone Furutechy dodały muzyce nieco gładkości, pogłębiły przekaz i nadały lepszego nasycenia. Im miałem lepszy sprzęt to tym bardziej to odczuwałem.

Ciekawy jestem innych gniazd audiofilskich, takich jak rodowany Furutech NCF oraz rodowany Viborga. O tym pierwszym czytałem dużo dobrych opinii, ale jego cena jest dla mnie zaporowa. Przynajmniej na teraz :) Może kiedyś je kupię, gdy w końcu Lotto trafi w moje numery :) Z kolei Viborg cenowo wydaje sie przyjemny ale za to mechanizm montażu kabli na śrubki imbusowe jakoś mnie nie przekonuje. Wole widełki, jakie są w Furutechu czy Livolo.

Jeśli chodzi o Livolo to jak stwierdziłem wyżej - jest to bezpieczny wybór i możemy mieć pewność, że z tym gniazdkiem muzyka zabrzmi prawidłowo. Nie będzie może ponadprzeciętnie upiększona ale nie wkradną się żadne zniekształcenia. Jest to ważne dla kogoś, kto nie czuje satysfakcji z dźwięku i szukając przyczyny "dlaczego muzyka brzmi mu drażniąco" kieruje się w stronę gniazdka ściennego.

 

UTWORZONO: 5 listopad 2022

 

Pylon Diamond

Pylon Audio Diamond 25 biały mat

Pylon Audio model Diamond 25. Moja relacja po półrocznym użytkowaniu  Przeczytaj

 

Kable Coaxial

Kable Audiomica Vandini oraz Alunite

Test dwóch kabli cyfrowych firmy Audiomica. Jeden z nich został w moim systemie!  Zobacz

 

Eversolo DMP-A6

Streamer DMP-A6

Test długo dystansowy. Kupiłem dla siebie i mogę rzetelnie go ocenić. > Link