Baner blogu audio z gramofonem

Kolumny Wharfedale Linton. Test, recenzja amatorska

Wersja artykułu: Druga

Poprawiam ten artykuł, ponieważ za pierwszym razem opisałem swoje odczucia dotyczące brzmienia Lintonów na podstawie odsłuchów w salonach audio. Nie wystawiłem im wówczas dobrej oceny, bo to co usłyszałem, nie przemówiło do mnie specjalnie. Było to ponad rok temu. Tymczasem niedawno... kupiłem sobie Lintony. I okazało się, że u mnie w domu zabrzmiały one zupełnie inaczej. Znacznie lepiej!! Co Wy na to??? Aby nie zamazywać historii zdarzeń to zostawiam tu pierwszą wersję artykułu a po niej dopisze nowe spostrzeżenia.

 

1. Test Lintonów. Wersja pierwsza artykułu. Recenzja na podstawie odsłuchów w salonach

"Będę chyba pierwszą osobą, która napisze, że Lintony nie przypadły jej do gustu.. Aż się boje reakcji, ale niech będzie. Zaczynamy recenzje



Plany nie organy, grać nie muszą..

Miałem zamiar kupić Marantza 8006 i Wharfedale Linton. Pojechałem na odsłuchy do Poznania i nie dość, że nie udało mi się przesłuchać Marantza (bo nie dojechał) to jeszcze Lintony mi się nie spodobały… Być może popełniłem błąd porównując je z droższymi konstrukcjami ale według znawców „mogą one konkurować nawet z dwa lub trzy razy droższymi głośnikami”. No to stanęły we szranki z JBL L82, Equilibrium Aqual D6 oraz z Audio Physic Classic 8. I przegrały z każdymi z nich..

 

Wharfedale Linton

 

Wharfedale Linton. Dźwięk

Byłem na odsłuchach ze swoją partnerką i oboje uznaliśmy, że Linton to nie to, czego szukamy. Przede wszystkim ich dźwięk był lekko drażniący i agresywny. Gitary nieco męczyły a wokale świdrowały uszy. Po opisach spodziewałem się gładkiego przytulnego plumkania a tu otrzymałem dość ofensywne brzmienie. JBL i Audio physic były zdecydowanie przyjemniejsze. Gitary dawały rozkosz a wokal „koił dusze”. W Lintonach tego nie było. Wharfedale Linton miały podgrzane dźwięki, mocne i duże. Do tego wokaliści nieco wychodzili do przodu, a tego akurat nie lubię. Wolę jak są nieco dalej i jest czym oddychać. Mogę wtedy swobodnie słuchać muzyki cały dzien. Liczyłem, że właśnie Lintony będą prezentować takie brzmienie, bo w recenzji Technikarium na You Tube „Mistrzu” mówił, że Lintony są łagodne i można je słuchać w tle przez cały dzień. Ale po tym co usłyszeliśmy to mamy inne odczucia.. Być może ważne jest tu odpowiednie sparowanie Lintonów ze wzmacniaczem i zastosowanie jakiś łagodnych kabli, ale nie wiem. My akurat słuchaliśmy na Heed Elixir i Roksan K3, z okablowaniem Cardasa i źródłem w postaci streamera firmy TEAC i nie dało to dobrego efektu. Ktoś na ceneo pisał, że Wharfedale Linton sa bardzo wrażliwe na towarzystwo i mogą grać zarówno ostro jak i łagodnie, więc może warto by się było w tym temacie nieco pomęczyć. Mój znajomy, który mi je polecił, ma Arcama SA30 i jest bardzo zadowolony. Mówi, że gra to przyjemnie. No ja nie będę jednak brnął w Lintony ale jeśli ktoś się na nie napalił to proszę się nie zniechęcać z powodu mojej recenzji. Warto poeksperymentować ze wzmacniaczami i kablami. Poza tym proszę pamiętać, że gusta są różne i to co mi się podoba to nie musi się podobać komuś innemu!


Jakieś zalety kolumn Wharfedale Linton? Tak! Lintony miały wielką scenę muzyczną. Grały jakby całą ścianą dźwięku! To nie jest małe pitu pitu tylko wielkie granie całą gębą. To może się podobać! Żaden innych głośnik tak nie zagrał. JBL miały o połowe mniej muzyki!

Do tego bardzo podobał nam się bas Lintonów! Był fajny - mocny, duży i głęboki. Zwracam na to uwagę, bo są różne opinie na temat basu w Wharfedale Linton. Jedni twierdzą, że bas jest solidny a inni, że nieco go brakuje. Nam go nie brakowało!


Podsumowanie

Zły jestem, że nie zaskoczyło i nie poczuliśmy mięty do Lintonów. Dobra cena, piękny wygląd.. eh, szkoda. Być może mógłbym powalczyć dłużej o nie ale jeśli JBL i Audio Physic zagrały tak, że roztopiliśmy się w muzyce, to wole dozbierać kasę i kupić któreś z nich niż wybrać Lintony. Bo nawet jakbym znalazł uprzejmy wzmacniacz, który wygeneruje aksamitny dźwięk i pozwoli Lintonom grać łagodniej to i tak JBL L82 zawsze będą przyjemniejsze. (przynajmniej dla mnie).

 

Dodatkowa refleksja odnośnie nierównej walki 

Czy porównanie Wharfedale Linton z dwukrotnie droższymi konstrukcjami miało sens? Jak wspominałem, wiele osób twierdzi, że tak i że Lintony są równie dobre jak nie lepsze. Co więcej, miałem niedawno okazje słuchać tanich Magnatów Transplus i one dosłownie znokautowały droższych rywali. Postawione obok Dynaudio Emitów M30 zmiotły je totalnie zrównując z ziemią. Gładkość, lekkość i scena Transplusów były nie do osiągnięcia dla duńskich kolegów. Zdarzają sie zatem perełki i jak najbardziej można uzasadnić konkurencje z kolumnami z wyżej półki. Dlatego rzuciłem Lintony na głęboka wodę i postanowiłem zobaczyć, co z tego będzie. Niestety, wyszło jak wyszło.

 

Dopisek po miesiącu: Drugie podejście

A jednak nie dałem za wygraną. Pojechaliśmy do innego salonu na odsłuchy w połączeniu z Marantzem 8006. Źródłem był streamer Marantza 8006. I aby było sprawiedliwie to konkurencją dla Lintonów były słuchane wcześniej JBL-e (model L82). Wynik? Taki sam... Zdecydowanie lepsze JBL.."

 

Tak kończy się recenzja Lintonów napisana na podstawie odsłuchów w salonach audio. Teraz czas na test w warunkach domowych

  

2. Test Wharfedale Linton napisany na postawie odsłuchów domowych


Jak wspominałem na początku artykułu, dźwięk Wharfedale Linton podłączonych do mojego sprzętu w domu okazał się zdecydowanie lepszy niż ten, który słyszałem w salonach. Zanim jednak opiszę szczegóły to wyjaśnię, dlaczego kupiłem Lintony skoro dwa razy odrzuciłem je po odsłuchach w salonie.

 

Czemu dałem trzecią szansę Lintonom?

Gdy jeździłem po salonach rok temu szukając dla siebie kolumn i sprzętu to wybór padł na zestaw dzielony rotela serii 15 i Audio Physic classic 8. Z rotela byłem zupełnie niezadowolony, bo o ile w salonie grał on gładko i przyjemnie to u mnie syczał jak cholera i nie szło tego słuchać. Wszystkie tss, ss, cc wybijały sie powyżej tafli dźwięku niczym noże. Kombinowałem z dziesiątkami kabli, aby to złagodzić, ale nic to nie dało. Po kilku miesiącach pozbyłem sie dziada. Co do kolumn Audio Physic to ogólnie były bardzo fajne ale czegoś mi w ich dźwięku brakowało. Nie było bowiem takiej masy i dociążenia, jakie lubię. W salonie jakoś tego tak nie odczułem, bo urzekła mnie subtelność wybrzmień. Ostatecznie też je sprzedałem, bo to nie było "to". I jako, że cała moja wyprawa do salonów audio dała taki rezultat, że sprzedałem wszystko, co wtedy wybrałem, to postanowiłem tym razem kupić coś, co wtedy wydawało mi sie gorsze a co ludzie oceniają pozytywnie. No i kupiłem Lintony. Może logika "mało logiczna" ale ... skuteczna, bo Lintony odpalone u mnie w domu bardzo mi sie podobają.

 

Linton. Dźwięk u mnie w domu

Te kolumny faktycznie mają w sobie coś wyjątkowego i każdy, kto je chwali, ma racje. Jest fajny klimacik, przyjemna barwa, duża scena i mocny bas. Wybrzmienia może i nie są tak swobodne i subtelne jak w Audio Physicach ale i tak słucha sie ich komfortowo. Brzmi to jakoś tak "po ludzku", normalnie.

Bardzo podoba mi się mocny dociążony bas. Uderzenia mają "kopyto" i wagę. Fajnie pulsują i nadają życia utworom. Co ciekawe, pięknie je słychać nawet przy cichym graniu i to przy sprzęcie niższym jakościowo w stosunku do samych kolumn (Pioneer A40). Nie odczuwam tu ofensywności wokalu, jaką słyszałem w salonach. Głosy piosenkarzy nie są nienaturalnie powiększone. Faktem jest, że muzyki ogólnie jest sporo, ale wszystko gra w odpowiednich proporcjach. Ktoś może zarzucić Lintonom, że basu jest zbyt dużo i woli wysokolotne monitorowe granie bez solidnej podstawy. Ma do tego prawo. Ale według mnie są to kolumny do innych potrzeb. To zdrowe normalne głośniki, które mają dobre uderzenie a przy tym nie krzyczą jasnością i nie męczą analitycznością.

Jaki mam sprzęt w domu? Wykaz podaję na końcu recenzji.

 

Wharfedale Linton. Pakowanie i kwestia wizualna

Co do wyglądu kolumn to dla mnie są rewelacyjne. Podoba mi sie taki styl Vintage. Ale sam styl to nie wszystko. Ważna jest też jakość wykonania! A ta, mimo iż made in China, jest naprawdę bardzo dobra. Widać, że przyłożono się tutaj. Nawet terminale, które na zdjęciach wyglądały dla mnie w miarę zwyczajnie to na żywo robią wrażenie. Widomo też, że nie jest poziom jakościowy kolumn za 20-30 tys i czuć w nich pewną budżetowość, ale powiedzmy, że jest to taka „pierwsza liga wśród kolumn do 6 tys”.

Przy okazji poruszę tu temat jakości wykonania kolumn, które dźwiękowo podobały mi sie bardziej niż Lintony - a mianowicie JBL Classic L82. I te niestety przy bliższym spojrzeniu wyglądały ... tandetnie! Plastikowe elementy zalatywały tanią chińszczyzną, okleina nie była dobrze położona, terminale za 5zł a maskownica taka "na pięć minut" - bardzo delikatna. Uchwyciki maskownicy były wykonane z jakieś słabego plastiku i już w salonie wdziałem, że są poobdzierane. Nawet Andrew Robinson, który prowadzi na You Tube kanał z recenzjami sprzętów audio, opowiadał, że okleina na rogach jego egzemplarzy zaczęła schodzić po kilka miesiącach a firmowe podstawki z metalu zaszły gdzieniegdzie rdzą!!! I szczerze powiem, że tak mnie to odrzuciło, że nie kupiłem wtedy tych JBL-i. Wybrałem Audio Physic, które wykonane są rewelacyjnie!

Muszę jeszcze wspomnieć o zapakowaniu Lintonów. Rzadko piszę o takich rzeczach, ale tu nie sposób tego pominąć, bo spakowane były bardzo solidnie. Kolumny miały założone pianki nie tylko na górze i na spodzie ale także wzdłuż każdego z boków! Pełen szacunek!



Podsumowanie przygody z Wharfedale Linton

Cała ta przygoda pokazała mi, że trzeba mieć duży dystans do odsłuchów w salonie. Co prawda, z reguły dźwięk w sklepie jest lepszy niż w domu, bo sprzedawcy używają do podłączenia sprzętu dobrych kabli i mają akustycznie przygotowane sale, czym poprawiają dźwięk, jednak w tym przypadku było odwrotnie. Te kolumny nie podobały mi sie w salonie a w domu już tak.. Z kolei, te co mi sie podobały, to w domu nie brzmiały już tak dobrze... I o co chodzi? Nie wiem. Natomiast myślę, że najlepiej odsłuchów dokonywać na sprzętach, jakie ma się w domu. Wiem, że nie zawsze jest taka możliwość ale jeśli ktoś jest bardzo wybredny (jak ja) to warto nawet wziąć swój wzmacniacz.

Co do Lintonów to są to fajne kolumny i doceni je każdy, kto lubi normalny zdrowy dźwięk, z solidnym basem i przyjemną barwą.

ps. Kolumny kupiłem w sklepie Etiuda w Świebodzinie. Jest to jeden z nielicznych sklepów, który nie ma jakoś specjalnie zaadoptowanej akustycznie sali odsłuchowej a kable stosuje normalnej klasy, co zbliża odsłuchy do warunków domowych.

 

 

Moje sprzęty

Zestaw Pierwszy

  • Wzmacniacz: Fezz Audio Torus 5060
  • Interkonekt: Audiomica coax Vandini Transparent
  • USB: Lindy 36642 USB 2.0 A-B Cromo Line
  • Kable głośnikowe: Qed XT 40
  • Kable zasilające: Furutech TCS 31 + wtyki FI-E46 (G) NCF i FI-46 (G) NCF (wzmacniacz), Neotech NEP 3003 III (streamer), podłączone bezpośrednio do gniazd w ścianie Furutech FP-SWS G

 

Zestaw drugi

  • Wzmacniacz: Pioneer A40
  • Interkonekt: Ortofon RED RCA
  • Kabel głośnikowy:  Qed XT40  
  • Kable zasilające: KaCsa KC-FP40 3x4mm2 (wzmacniacz), Neotech NEP 3003 III (streamer), podłączone bezpośrednio do gniazd w ścianie Furutech FP-SWS G

* * *

 

Mail

Jeśli masz pytania to napisz!

Jesli masz pytania odnośnie sprzętu, kabli lub innych rzeczy dotyczących audio, to śmiało pisz. Chętnie pomogę i podzielę się doświadczeniami (o ile będę wiedział coś na temat, o który pytasz). 

Mój mail to: badabumblog@gmail.com

Moja ocena Pylon Diamond 25

Pylon Audio Diamond 25 biały mat

Nie obyło się bez przygód. Moja relacja po półrocznym użytkowaniu  Przeczytaj

Polski wzmacniacz tranzystorowy

Wzmacniacz Fezz audio torus 5060 tył

Test wzmacniacza Fezz audio Torus 5060 po miesiącu użytkowania. Zobacz

Kolumny w stylu vintage: Linton

Wharfedale Linton w towarzystwie dwóch innych kolumn

W salonie mnie nie urzekły ale w domu zachwyciły. Druga wersja recenzji. >>> link

Powrót do góry