Baner blogu audio z gramofonem

Kolumny głośnikowe Equlilibrium Aqual S6. Test, recenzja amatorska


„Te kolumny dosłownie mnie oczarowały. Nie mogłem oderwać się od słuchania” – tak w dwóch zdaniach mógłbym podsumować spotkanie z zielonogórskimi kolumnami Equilibrium Aqual S6. Ale zacznijmy od początku.

O głośniach Equilibrium Aqual S6 przeczytałęm pierwszy raz w miesięczniku Audio Video. Byłem bardzo ciekawy, jak brzmią na żywo, bo wszystko, co było tam opisane to bardzo mi pasowało i trafiało w mój gust – równowaga tonalna z lekko przyciemnioną górą, łagodne zaokrąglenie brzmienia i wzmocniony najniższy bas. Udało mi się otrzymać je na testy, dzięki czemu mogłem samemu ocenić ich brzmienie.

 

 

Equlilibrium Aqual S6. Dźwięk

Pierwsze moje wrażenie było takie, że brakowało mi trochę basu. Lubię bowiem lekko napompowane brzmienie i uderzenia mocne jak dzwon. Tu tego nie było. Muzyka była bardziej kulturalniejsza ale – ku mojemu zdziwieniu – spodobała mi się tak, że nie mogłem oderwać się od słuchania. Dlaczego? Towarzyszyła jej jakaś niespotykana przyjemność połączona z relaksem. Dźwięk był po prostu niesamowicie przyjemny. Słowo „przyjemność” jest tu chyba kluczem opisującym brzmienie tych kolumn. Muzyka brzmi naprawdę przyjemnie! Nie męczy, nie drażni. Każdy dźwięk jest zaprezentowany w czarujący sposób.


Najbardziej zaskoczyły mnie jednak wokale. Z reguły lubię, jak są one nieco cofnięte, bo zwyczajnie mnie męczą. Tu jednak brzmią one dość wyraźnie, ale – co ciekawe –zupełnie mi to nie przeszkadzało a wręcz nie mogłem się nimi nacieszyć. Były bowiem miłe, gładkie i… przyjemne. Nie oznacza to, że brakowało w nich emocji, bo np. ochrypły głos Bonnie Tyler brzmiał tak, jak trzeba i czuć było tego pazura. Z kolei ryk Torzewskiego był potężny i wywoływał ciarki na plecach, ale w żadnym wypadku nie powodował chęci ściszenia muzyki. W innych testowanych utworach wokale zabrzmiały równie pięknie i sprawiały, że czułem odprężenie i ukojenie. A to się rzadko zdarza. Pamiętam, że podobnie miałem kiedyś słuchając podstawkowych Dynaudio z serii Emit (model M20). W Equilibrium Aqual S6 jednak jest więcej lekkości w wybrzmieniach. Dynaudio były lekko powściągliwe i musiały dostać dużo mocy, by uzyskać energię. Equliliubrium zasilałem dwoma wzmacniaczami, zwykłym budżetowym Pioneerem A40 o mocy 30 W oraz Denonem PMA 160 mającym już większe możliwości prądowe – i przyznam, że na obu było bardzo dobrze. Tu swoboda i lekkość grania to towarzysza za każdym razem.


Góra faktycznie była lekko przyciemniona ale to dobrze, bo dzięki temu nie raniła uszu. Wiele kolumn jest tak rozjaśnionych, że męczą mnie i zwyczajnie po chwili je wyłączam. Tu dźwięk koi i pozwala na długie odsłuchy. Tworzy wieczorny klimat przy świecach lub przy kominku z lampką wina w dłoni. Rewelacja.


Dla ciekawości podszedłem blisko do głośnika i przyłożyłem ucho na wysokości głośnika wysoko tonowego. Lubię czasem sprawdzić jego bezpośredni charakter. Na przykład w moich KEFach R500 jest on dość mocny i nieco odrzuca. Przy Equlilibrium najchętniej przykleił bym się do kolumny!! Tak to ładnie brzmiało! Gładko, miło.. przyjemnie! I tu właśnie ta lekko ocieplona barwa okazała się zbawieniem. I zastanawiam się, czy to brzmienie powinno się nazywać „lekko przyciemnionym” czy raczej „normalnym” ? Bo według mnie tak to właśnie powinno brzmieć! A cała reszta jest zwyczajnie rozjaśniona.

 


W dźwiękach płynących z kolumn Equilibrium Aqual S6 pięknie wypadły nie tylko wokale ale i cała muzyka. Trąbki, gitarki i fortepiany były wręcz piękne. Saksofon w utworach Boltona był wyraźny choć łagodny, podczas gdy na KEFach miał nieco ostry charakter. Gitary były dosłownie hipnotyzujące, choć akurat ich brzmienie podoba mi się na wielu kolumnach. Tu może nie miały takiej drapieżności i siły jak na KEFach czy HECO ale ich charakter był elektryzujący. Zawsze mam ciarki na plecach, gdy słyszę gitarki ale tu dodatkowo doszło wspomniane wyżej ukojenie i odprężenie. Mój ulubiony utwór Scorpionsów Holiday włączałem kilka razy z rzędu, bo wprowadził mnie w taki klimat, że przeniosłem się do dawnych czasów (a to chyba lubi każdy z nas, bowiem piosenki często przywołują nam wspominania i rozbudzają tym dawne emocje).


A co z basem? Na początku stwierdziłem, że było go mało. I podtrzymuje to – faktycznie nie było go za dużo, co nie oznacza, że nie było go wcale! Był! Tylko miał subtelny charakter. Był on jakby towarzyszem przekazu muzycznego i dodawał smaczku całej reszcie. Nie przesłaniał muzyki, nie napędzał brzmienia i nie powodował trzęsienia podłogi. Nie było potężnych uderzeń w bęben i mocy przestawiającej stoły. Były za to przyjemne pomruki niższego basu, tworzące na podłodze swoistą mgiełkę (którą doceniłem zwłaszcza przy kawałkach bluesowych). I to było fajne. Podobno wynika to z konstrukcji kolumn i umieszczeniu otworu bas refleks pod spodem, skierowanego do ziemi.


Z Equilibrium Aqual S6 nie zrobimy zatem domowej dyskoteki z przytupem. Ograniczeniem do tego będzie także sama moc kolumn, która jest określona na 60W. Faktem jest, że im lepszą elektronikę się do nich zastosuje tym siła basu będzie większa. Z Denonem PMA 1600 było go wyraźnie więcej niż z Pionnerem A40. Jeśli jednak chcemy uzyskać solidny bas przy zachowaniu charakteru Aquali to musimy skierować uwagę na wyższy model - D6, mający dodatkowy woofer.


Na uwagę zasługuje jeszcze jedna kwestia. Otóż mimo, iż kolumny należą do wyższej półki cenowej i jakościowej to są bardzo przyjazne starym, słabo zrealizowanym nagraniom. A to się rzadko zdarza! Byłem wręcz zaskoczony, z jaką klasą prezentują piosenki zespołu Smokie i The Beatles oraz utwory Berrego White’a i Roba Stewarda. Wszystkie brzmiały rewelacyjnie! Smacznie i słodko. Bez żadnych zgrzytów i wychudzenia. Z reguły im droższe kolumny to tym bardziej odsłaniają wady nagrań. A tu się okazało, że wcale tak być nie musi! I za to firma ma mój wielki szacunek! Według mnie jest wielką sztuką zrobić kolumnę, która wykaże piękno dobrych jakościowo nagrań nie niszcząc przy tym słabszych utworów dodając im smaku i czynią je w miarę przyjemnymi. Bo można słuchać wówczas wszystkiego na wysokim poziomie. I przyznam, że ja właśnie słucham wszystkiego, co można. Mam nawet folder na tidalu zatytułowany „Stare, syczące” i są tam kawałki, które bardzo lubię ale meczą podkreślonymi sybilnatami. I kiedy włączyłem te piosenki z kolumnami Equilibrium to w ogólnie nie odczułem problemu, że cos jest nie tak! Muzyka wręcz czarowała i się podobała. Nawet przełączyłem na Spotify, by zobaczyć, jak dźwięk zachowa się przy gorszym źródle. I tu również było kolorowo i przyjemnie. Brzmiało to dobrze. Fakt, może nieco rozdzielczość spadła i bas jeszcze bardziej się schował ale i tak było dobrze. Słuchałem pół nocy! Lepszej rekomendacji nie ma.

 

Equilibrium Aqual S6. Wygląd

Od razu widać, że to porządną konstrukcja. Solidna i masywna. Niby są małe ale ważą 15 kg. Do tego jakość ich wykonania jest na bardzo wysokim poziomie. Lubię takie konstrukcje. Każdy element jest idealnie dopracowany i porządny. Nie ma tu tanich plasticzków, czy jakiś tandetnych elementów. Wszystko jest „konkretne”. To jest mój typ. Pamiętam, jak kiedyś trzy razy odsyłałem do sklepu kolumny, bo miały niedoróbki produkcyjne. Tu w Equilibrium nie ma o tym mowy. One wręcz przekonują do siebie jakością. Do tego bardzo podobają mi się kratki na głośnikach zabezpieczające przed przypadkowym lub umyślnym dotknięciem. Jedyne co mnie zdziwiło to .. terminale głośnikowe. Otóż od zawsze podłączam kable głośnikowe na „goły” kabel a tu się okazało, że .. nie ma dziurki w terminalu, w którą można włożyć końcówkę kabla (jakkolwiek to zabrzmiało…). Ale chodzi o to, że terminale akceptują jedynie wtyki bananowe i widełkowe. Nie ma wejścia na goły kabel. Można co prawda zrobić to „na silę” i goły kabel skręcić jak widełki ale wiadomo, że druciki się rozejdą i część z nich powychodzi na zewnątrz.

Terminale głośnikowe Equilibrium Aqual S6


Equilibrium Aqual S6. Podsumowanie

Bardzo sympatyczne kolumny. Nie sądziłem, że może spodobać mi się brzmienie z dużym wokalem i subtelnym basem, gdzie jestem raczej zwolennikiem cofniętych wokali i potężnego uderzenia. A jednak cieszyłem się z odsłuchu moich ulubionych piosenek jak nigdy. Celem Equlilibrium Aquali jest bowiem relaks i przyjemny klimat. Usłyszałem piękne wokale, przyjemne instrumenty i romantyczne pulsowanie basu. Dźwięki nie nakładały się na siebie, każdy miał swoje miejsce, wszystko brzmiało wyraźne i z dużą swobodą. Do tego była bardzo dobra stereofonia.

Kolumny Equilibrium Aqual S6 mógłbym postawić u siebie w gabinecie i mieć włączone cały dzien. Wprowadzałyby przyjemny nastrój nie narzucając się nikomu. Niestety do porannej pobudki z dużą dawką energii, którą preferuję zamiast mocnej kawy, niestety nie nadają się. Brakuje im potężnych uderzeń i mocy. Jeśli jednak ktoś szuka głośników do niewielkiego pomieszczenia lub do spokojnego grania na wysokim poziomie to Aquale będą idealne. Są to takie kolumny podłogowe, które grają raczej jak większe podstawki z dodatkowym lekkim pomrukiem niższego basu.

 

Kolumny otrzymalem od dystrybutora firmy Equilibrium, salonu Media4home

* * *

 

Mail

Jeśli masz pytania to napisz!

Jesli masz pytania dotyczące sprzętu, kabli lub innych rzeczy dotyczących audio, to śmiało pisz. Chętnie pomogę i podzielę się doświadczeniami (o ile będę wiedział coś na temat, o który pytasz). 

Mój mail to: badabumblog@gmail.com

Recenzja wzmacniacza

Musical Fidelity recenzja opinie test

Brytyjski wzmacniacz Musical Fidelity M2si jest ze mną od początku roku. Przeczytaj

Kolumny głośnikowe

Kef r500 reklama testów

Kolumny podłogowe firmy Kef z serii R500 idealnie wpasowały się w mój system. Poczytaj

Wyślij recenzje swojego sprzetu!

Zdjęcie sprzętu audio

Zapraszam Cię do współpracy - razem przekazujmy opinie o swoich sprzętach >>> link

Powrót do góry