Kabel głośnikowy Furutech U - 2t. Test amatorski, recenzja

Od dłuższego czasu czaiłem się na ten kabel ale z uwagi na jego cenę i skromną ilość informacji w Internecie, nie zdecydowałem się na niego. Aż do teraz. Czy było warto? Tak i nie.
Kabel głośnikowy ma niezwykle duży wpływ na ostateczne brzmienie, stad z reguły poświęcamy mu bardzo dużo uwagi. Inne kable, takie jak interkonekty czy kable zasilające, maja dla nas mniejsze znaczenie. Furutech U-2t faktycznie sporo zmienił w moim systemie. Ale jedno zmienił na lepsze a inne na gorsze, co nie oznacza, że komuś nie może on spodobać się w pełni! Już wszystko po kolei opiszę

 

Furutech u2t

 

Furutech U-2t. Dźwięk

Mój gust muzyczny jest dość specyficzny, ponieważ preferuję raczej klimatyczne brzmienie, lekko przyciemnione, gdzie wokale są lekko oddalone. Musi być za to dobry bas i dynamika. Póki co to nie znalazłem jeszcze idealnego kabla ale bliskim ideału jest zwykły tani kabelek Qeda, model Classic 79. Z nim muzyka gra z dużą swobodą, fajnym basem i nienarzucającymi się wokalami. Muzyka wydaje się leciutko napompowana choć nie jest tak szeroka jak na grubych przewodnikach typu Supra PLY 3.4. QED ma 2,5mm2. A jak to się ma do tego Furutech U-2t? I właśnie – Furutech U-2t sprawia, że dźwięk robi się dużo bardziej czysty. Powiedziałbym nawet, ze lekko chłodny i jakby wychudzony, choć to nie jest dobre określenie. Basu bowiem jest więcej niż na QEDzie, jest on dużo bardziej potężniejszy. Uderzenia czuć. Bas jest świetnie kontrolowany i nie buczy. Na QED buczy jak damy głośniej, niestety. A tu nie – tu możemy słuchać naprawdę głośno i mamy potęgę basu. I to jest super sprawa.


W furutechu u2t nie ma jednak analityczności. Pisząc „czystość” nie chodziło mi o dużą rozdzielczość i to, ze możemy usłyszeć każdy szczegół. Nie jest kabel do analitycznego słuchania. Miałem kiedyś na testach kable z posrebrzanej miedzi i wtedy zdało się usłyszeć każdy niuans, każdy szelest. Tu jest raczej normalnie pod tym kątem. Czystość rozumiem po prostu, że gra to czysto, nie ma tego zapiaszczenia, dźwięki się nie zlewają, wszystko słychać bardzo wyraźnie i ładnie. Na QEDzie wszystko idzie jakby razem, jakby dźwięki biegły w tłumie. Tu każdy dźwięk ma swoje miejsce, żaden nie przeszkadza drugiemu. Ma to swoje plusy i może się podobać. I przyznam, że na jednych piosenkach lepiej mi się słucha w takiej formie ale w innych już gorzej i wole prezentacje, jaką daje QED. Jednak z Furutechem czuć, że mamy do czynienia z czym wartościowym. Czuć, że ta muzyka jest po prostu wyższych lotów.


Zauważa się to zwłaszcza przy głośnym odsłuchu. Mając wpiętego QEDa i grając głośno, robi się jeden wielki hałas. Nie ma spokoju ducha w słuchaniu tego. Jedynie po pijaku ma to jakąś wartość ale normalnie nie. Z kolei Furutech U-2t sprawia, że dając głośniej chcemy ..jeszcze głośniej! Gra to dostojnie, z mocą i wielką klasą. Nie ma zniekształceń, nie robi się żaden huk. Muzyka brzmi wspaniale i aż nie chce się ściszać. Cudowna sprawa! Wspomniałem już wyżej o basie, że przy dużej głośności zupełnie się nie gubi. Uderza silnie i zdecydowanie aż robi się przyjemnie (przynajmniej mi, sąsiadom raczej nie). Warto dodać, że tak samo pięknie brzmią wokale, które nie męczą uszu jak jest głośno. Przyprawiają raczej o ciarki na plecach! Rewelacja.


Co mi się zatem nie podoba, skoro wszystko jest tak pięknie? No wokale są zbyt czyste i nieco głośniejsze niż w QEDzie. Może nie tyle są wypchane do przodu ale czuć je głośniej, wyraźniej i nieco jaśniej. Są jakby bliżej i zwracają na siebie dużą uwagę. Nawet bas, który jest potężny, jest jakby z boku. To wokale „grają tu pierwsze skrzypce". Ja jednak wole jak są one na równi lub nawet ciut dalej. No i nieco ciszej niż tu. Od razu po włączeniu moich ulubionych piosenek wyczułem, że wokaliście stali się więksi i bardziej słyszalni. Niby to dobrze i wiem, że wiele osób właśnie tego szuka. Ja niestety nie i niestety będę musiał szukać kolejnego kabla… Ale cieszę się, że miałem okazje wpiąć w system Furutecha U-2t.


Co jeszcze? Bardzo go cenie za to, że nie podkreśla sybilantów. Mam na tym punkcie już manię. Drażnią mnie bowiem wszelkie ostrości i sytuacja, gdzie głoski typu „s” przechodzą w syk lub nawet gwizd. Dla mnie tragedia. Tu tego nie ma. Dźwięk idzie naprawdę gładko i przyjemnie. I nie chodzi o to, ze jest niewyraźny (bo wszystko jest wyraźne) tylko jest raczej pozbawiony tych przesterowań czy zbyt przesadnych pików wysokich tonów. Utrzymuje mega kontrolne pozwalając słuchaczowi zapomnieć o syczeniu. Nie trzeba bać się, czy i kiedy cos zasyczy. Tu włączamy muzykę i cieszymy się brzmieniem. I przyznam, ze dobrze słucha się zarówno dobrych realizacji jak i starszych gorzej nagranych piosenek. Wiadomo, że czuć, iż są to gorsze utwory ale nie zabija to smaku. I to jest fajne.

 

Furutech U-2t. Z zewnątrz

Furutech U-2t nie jest jakoś specjalnie problematyczny w ułożeniu, choć nie jest to cieniutki kabel. Jest już lekko wypasiony, trochę ciężkawy ale jeszcze można z tym żyć. Oczywiście zwykły QED jest przy nim cienkim leszczem, wyginającym się na każdą stronę świata tak, jak zawieje wiatr. Tu już mamy nieco inny kaliber ale można go oswoić. Miałem kiedyś u siebie kable Equilibrium zrobione chyba z jednolitych drutów! Sztywne jak nie powiem co. Po prostu sztywny drut. Nie powiem, że grały źle, bo brzmiały wręcz fenomenalnie, ale z ułożeniem miałem straszny problem i co się nawyzywałem to moje. Furutech U-2t jest całkiem fajny w tym porównaniu. I do tego dobrze się go obrabia. Szybko i sprawnie zdjąłem koszulki.

 

Furutech U-2t. Budowa przewodnika

Po dostaniu się do gołego kabla widać, że jest on zbudowany z kilku wiązek drucików skręconych ze sobą. W środku znajduje cieniutka gumowa czy plastikowa rureczka. Chodzi tu o stworzenie pustej przestrzeni w środku w myśl zasady, że prąd najlepiej rozkłada się na obwodzie a nie w środku. Daje to niby lepszą kontrole zarówno w wysokich częstotliwościach jak i basie. No i cos w tym jest bo naprawdę brzmi to świetnie pod tym kątek. Pamiętam, miałem kiedyś podobne konstrukcje, Cardasa 101 i QED XT40i – i faktycznie wyróżniały się tym samymi cechami.

 

Furutech U-2t. Podsumowanie

Ogólnie bardzo fajny kabel. Gdyby nie to, że nieco podkreśla wokale i sprawia, że są bardzo otwarte i lekko jaśniejsze niż w QEDzie, to byłby to mój nr 1. Myślę, że patrząc na niego obiektywnie mógłbym stwierdzić, ze jest to raczej neutralny kabel. Bo tak jak wspomniałem, ja mam specyficzny gust i to co ja uważam, że fajne brzmienie to inni twierdzą, że jest zbyt ciemno. Zatem niewielkie rozjaśnienie w stosunku do mojego gustu należy traktować chyba jako neutralność. Warto więc wziąć go na testy i sprawdzić u siebie bo wiele jego cech zasługuje na uznanie. Ty, którzy po przeczytaniu tego artykułu boją się, że jest to jasny kabel to od razu powiem, ze nie – są znacznie jaśniejsze, zwłaszcza posrebrzane. I tamtych nawet słuchać nie mogłem a tu brzmiało to w wielu piosenkach naprawdę nieźle.

 

Furutech U-2t

* * *

 

Mail

Jeśli masz pytania to napisz!

Jesli masz pytania dotyczące sprzętu, kabli lub innych rzeczy dotyczących audio, to śmiało pisz. Chętnie pomogę i podzielę się doświadczeniami (o ile będę wiedział coś na temat, o który pytasz). 

Mój mail to: dobluk@poczta.onet.pl

Recenzja wzmacniacza

Musical Fidelity recenzja opinie test

Brytyjski wzmacniacz Musical Fidelity M2si jest ze mną od początku roku. Przeczytaj

Kolumny głośnikowe

Kef r500 reklama testów

Kolumny podłogowe firmy Kef z serii R500 idealnie wpasowały się w mój system. Poczytaj

Wyślij recenzje swojego sprzetu!

Zdjęcie sprzętu audio

Zapraszam Cię do współpracy - razem przekazujmy opinie o swoich sprzętach >>> link

Powrót do góry