Baner blogu audio z gramofonem

Porównanie Interkonektów za 500 zł. Polska i Japonia czyli Equilibrium Stage oraz Oyaide PA-02TR V2 RCA

Za cene około 500 zł można kupić wiele ciekawych interkonektów, jednak do testu wybrałem dwa cenione przeze mnie kable a mianowicie Equilibrium Stage Tune oraz Oyaide PA-02TR V2 RCA. Pierwszy z nich jest polskim produktem, pochodzi z Zielonej Góry (miasta, w którym mieszkam), z kolei drugi przyjechał do nas „zaledwie” z .. Japonii. Dwa różne światy, jeden cel. Jak wyszło?


Stage i PA-02TR V2. Dźwięk

Może dźwiękowo nie różni je aż tak dużo, jak duża jest odległość miast, gdzie zostały wyprodukowane, jednak ewidentnie są to dwa odmienne od siebie charaktery brzmieniowe. Nie można powiedzieć, który jest lepszy a który gorszy, bo każdy jest dobry – wszystko zależy od konfiguracji, wpasowania się w system oraz od naszych preferencji. Dla ciekawości napiszę, że jeden z nich pasował do mojego głównego systemu (Denon PMA 1600 i KEF R500) a drugi do podstawowego zestawu w pracy (Pioneer A40 i KEF C5).

 

Stage 

Zacznijmy od Equilibrium. Przede wszystkim rzuca się tu w uszy pełnia grania. Muzyka nabiera kształtu takiej jakby kuli, pokój jest fajnie wypełniony, muzyki wydaje się dużo. Nie jest chuda. Każdy zakres jest ze sobą gładko połączony, ale jak to w kuli bywa, góra i dół są nieco mniejsze a środek jest najbardziej uwypuklony. W sumie i dobrze, bo tam dzieje się najwięcej, ale tak - Stage największy nacisk kładzie na środek pasma. Nie uświadczymy tu wyraźnie cykających dzwoneczków jak i masywnego basu. O ile dzwoneczki za bardzo mnie nie kręcą o tyle bas lubię i czasami mi brakowało tego walnięcia. Ale w konfiguracji z Denonem, który ma w sobie tego basu dość dużo, brzmiało to na prawdę dobrze. Z Pioneerm było nieco gorzej. Zdarzało się nawet, że bas był wręcz stłamszony w tym połączeniu. Barwa dźwięku z Equilibrium Stage między sprzętami prezentowała się lekko po ciepłej stronie. Bardzo przyjemnie, choć nie była aż tak ciepła jak przy moim Tellurium Blacku. Wady? W zestawie z Pioneerem można było wyczuć lekkie syczenie na sybilantach. Na Denonie nie. Ciekawe. Być może Equlilbrium, mimo swojej ceny, lepiej dogaduje się z droższymi partnerami. 

Stage

 

Stage RCA

 

Oyaide

Jeśli chodzi o Japońca, Oyaide, tu spraw wygląda nieco inaczej. Przede wszystkim barwa dźwięku jest nieco chłodniejsza. Odczułem to wyraźnie na Denonie i lekko mi to przeszkadzało. Na Pioneerze było lepiej, wręcz idealnie. Do tego przekaz miał w sobie dużo gładkości, nie było więc słychać dzięki temu zbyt mocnego syczenia sybilnatów, co bardzo mnie ucieszyło. W porównaniu do Staga, Oyaide nie ma aż takiej pełni, prezentuje obraz muzyczny raczej „normalny” choć i tak z niezłym wypełnieniem. Nie jest chudo jak na zwykłym kabelku (co tez sprawdzałem), ale nie ma tego przyjemnego napompowania, co nasz polski kabelek. Góra jest nieco wyraźniejsza, no a bas… o Panie… To jest potęga!!! Walnięcia w bęben wbiły mnie nieco w fotel. Rewelacja! Bas jest szybki, sprężysty i wyraźny. I duży!! Niestety z taką mocą trzeba uważać. Bo na Denonie zrobiło się tego basu aż za dużo i były momenty, że pokój aż mi buczał i szklanki się trzęsły. Na Pioneerze było lepiej, bo była siła uderzenia, była moc, ale bez nadmiaru. Wady? Chyba to lekkie ochłodzenie barwy. Wole jak jest cieplej, choć jak wspominałem, na Pioneerze nie było tego czuć.

 

Oyaide PA-02TR V2 RCA

 

Oyaide PA-02TR V2 RCA interkonekt

 

Co więcej?

W obu kablach podobało mi się to, że proporcja poszczególnych dźwięków jest jakby zachowana. Już tłumaczę, o co mi tu chodzi. Niektóre kable, zwłaszcza te z wyższej półki, maja tendencje do tego, by wypychać wokale do przodu. Mamy wtedy wrażenie, że piosenkarze stoją na środku pokoju a piosenkarka siedzi nam na kolanach i szepcze do ucha. Jak ja tego nie lubię! Won na scenę !  A na kolana zapraszam po występie. A tak na poważnie, to wole słuchać, gdy wokale są dalej, czyli w normalnej odległości. I tak też jest to tu, przy Equlilibrium Stage i Oyaide PA-02TR V2. To, że Stage tworzy jakby ową kulę dźwięku nie oznacza owego zjawiska wypychania wokali tylko to, że muzyki jest dużo, bo proporcja siły i umiejscowienia poszczególnych dźwięków jest zachowana tak, jak powinna być. Co więcej? Podoba mi się też to, że oba kabla nie są jakoś przesadnie analityczne. Grają normalnie. Są wyraźne, wszystko słychać bardzo dobrze, ale nie ma takiej przesady, która też często uważana jest za coś „lepszego”. Wydaje mi się, że „za dużo to tak samo źle jak za mało”. Tu mamy taki złoty środek. I polecam oba te kabelki do sprzętów z przedziałów cenowych, co moje – ale trzeba dopasować je do swojego systemu. Jeśli ktoś potrzebuje rozświetlić dźwięk i dodać basu to lepiej sprawdzi się Oyaide. Z kolei jeśli ktoś chce zwiększyć ilość muzyki i stworzyć sobie cieplejszy klimat to pasować mu będzie Stage.

 

Podziękowania

Kabelki otrzymałem do testu z następujących punktów:

* * *

 

Mail

Jeśli masz pytania to napisz!

Jesli masz pytania dotyczące sprzętu, kabli lub innych rzeczy dotyczących audio, to śmiało pisz. Chętnie pomogę i podzielę się doświadczeniami (o ile będę wiedział coś na temat, o który pytasz). 

Mój mail to: badabumblog@gmail.com

Recenzja wzmacniacza

Musical Fidelity recenzja opinie test

Brytyjski wzmacniacz Musical Fidelity M2si jest ze mną od początku roku. Przeczytaj

Kolumny głośnikowe

Kef r500 reklama testów

Kolumny podłogowe firmy Kef z serii R500 idealnie wpasowały się w mój system. Poczytaj

Wyślij recenzje swojego sprzetu!

Zdjęcie sprzętu audio

Zapraszam Cię do współpracy - razem przekazujmy opinie o swoich sprzętach >>> link

Powrót do góry